Rozwiązanie konkursu Zaskocz nas! – Podróże od kuchni

Miałam ciężki orzech do zgryzienia, ale w końcu udało mi się wybrać zwycięzców! Jesteście ciekawi? konkurs

Okazało się, że jedliście naprawdę bardzo dziwne rzeczy, poczynając od makaronu z sardynkami, poprzez ryż zalany baranim łojem z kawałkami suszonego mięsa, a kończąc na Svi, czyli owczej głowie.

Miejsca, w których jedliście, nie odstawały zupełnie od posiłków. Udało wam się dotrzeć do niesamowitych restauracji, posilać się w samym środku cygańskiego fyrtla albo w mongolskiej jurcie…

Musiałam wybrać zwycięzców, co nie było łatwym zadaniem, ale udało się. :)

Pierwsze miejsce zajmuje Tatiana Kwiatkowska, której zgłoszenie spełniało zarówno kryterium dziwnego miejsca jak i najdziwniejszej potrawy! Podziwiam za odwagę. Ja również byłam w tej restauracji, ale wybrałam zdecydowanie bardziej klasyczny zestaw  😉

Zaś druga nagroda powędruje w ręcę Emilii Bielemuk, która odwiedziła najoryginalniejszą restaurację o jakiej słyszałam, a która znajduje się w Tajlandii i reklamuje hasłem: „Our food is guaranteed not to cause pregnancy”!

Gratuluję obu Paniom i proszę o przesłanie adresów do wysłania nagród! 

I miejsce:

Moje kulinarne doznanie, jakie chciałabym Państwu opisać dotyczy zarówno wyjątkowego w swej specyfice miejsca, jak i szokującego dla wielu dania.

Otóż, mowa jest o Dark Restaurant (Poznań) – jedynej w Polsce i jednej z niewielu na świecie restauracji, gdzie dania konsumowane są w całkowitej ciemności i do momentu spotkania z kucharzem nie wiadomo co znalazło się w naszych ustach :)

Z racji tego, iż brak tam skonkretyzowanego menu, wybrałam dla siebie zestaw najbardziej ekstremalny, tj. – Bizzare Food. Od szefa kuchni dowiedziałam się, iż mój zestaw składał się z:

– przystawki: prażone larwy mącznika młynarka z czosnkiem, chili i odrobiną soli, podane na grillowanej pieczarce, salsie meksykańskiej i pyłem z suszonych sardeli;
– dania głównego: strudel z mniszkiem lekarskim, serem pleśniowym i penisami wołowymi podany z grzybową pszenicą i bananami duszonymi z czosnkiem na musie z modrej kapusty
– deseru: karmelizowany pomidor z salsą z rabarbaru, truskawek i mięty, z szarańczą i sorbetem
.. oto wszystko, co zapamiętałam.
Gdybym wiedziała na co się piszę, możliwe, że nie odważyłabym się zjeść tych dań widząc je. Nie mniej jednak, okazały się one przepyszne. Czasem warto więc chwilowo „wyłączyć” jeden ze zmysłów, by spotęgować siłę drugiego. :)

II miejsce:
Our food is guaranteed not to cause pregnancy

Tajlandia kojarzy się z pięknymi plażami, dziewiczymi wyspami rodem  z filmu „Niebiańska Plaża” (film był kręcony właśnie w tym kraju) oraz z dość luźnym podejściem do spraw cielesnych. Na ulicach Bangkoku znaleźć można praktycznie wszystko. Zaczynając od masażów, które mają na celu przynieść ulgę zmęczonym mięśniom, a kończąc na tych które zmierzają do „happy endu”.  W najbardziej turystycznych dzielnicach można spotkać cały przekrój ludzi, pijani turyści spragnieni rozrywki, emeryci podróżujący po Tajlandii czy piękne Tajki bądź tzw. „ladyboye”, będące żywą reklamą klubów dla dorosłych (chociaż wcale nie trzeba być pełnoletnim, aby skorzystać z uciech takiego przybytku).

Nic dziwnego, że w tym mieście powstało miejsce pod intrygującą nazwą „Cabbages & Condoms” („Kapusty i Kondomy”). Nie jest to zwykła knajpa z tajskim jedzeniem, już od samego wejścia ma się poczucie, że na samym jedzeniu się nie skończy. Wystrój restauracji składa się praktycznie z samych kondomów i roślin. Rzeźby i ozdoby są wykonane z prezerwatyw i tabletek antykoncepcyjnych, a wszelkiego rodzaju obrazy i plakaty nawiązują do seksu w subtelnym sposób. W tym miejscu oprócz dobrego jedzenia można jeszcze dostać lekcję wychowania seksualnego. Celem tej restauracji jest nie tylko promocja tajskiej kuchni, ale także propagowanie świadomego planowania rodziny oraz walki z chorobami przenoszonymi drogą płciową.

Wracając do jedzenia… Dania w menu są głównie tajskie, jednak dla amatorów kuchni zachodniej też się coś znajdzie. Podczas wizyty w tym miejscu zamówiłam smażone szparagi z krewetkami – były pyszne, choć porcja mogłaby być większa. Ceny też nie należą do niskich, jak na Bangkok jest dość drogo, ale zachodnim turystom to miejsce wydaje się bardzo tanie. Ceny dań głównych wahają się od 16 zł do 43 zł. Każdy na koniec dostaje kondoma – kobiety dostają  damskie prezerwatywy, a mężczyźni męskie.  Na stronie restauracji znalazłam informację, że wszystkie wpływy są wykorzystywane na finansowanie programów PDA (Population and Community Development Association).
Opuszczając to miejsce,  byłam najedzona, zabezpieczona i  gotowa na szaloną noc w Bangkoku.

Czytaj także:  Ciemność, widzę ciemność o mojej wizycie w Dark Resturant