Czar mołdawskiej doliny – Stare Orhei

To miejsce, gdzie czas się zatrzymał, choć życie powoli toczy się dalej. Jego krajobraz można określić jednym słowem – spokój. Nic więc dziwnego, że swój żywot od wieków spędzali tu mnisi, żyjąc w wykutych w skale monastyrach – Stare Orhei.

Piękna wioska - Butuceni, Mołdawia

Stare Orhei – dojazd

Stare Orhei albo Stary Orgiejów (z mołd. Orheiul Vechi) to kompleks archeologiczno-krajobrazowy, położony ok. 60 km na północny-wschód od Kiszyniowa. Mianowany został przez turystów największą atrakcją turystyczną Mołdawii i Czytaj dalej

Piwnice pełne wina – Mołdawia

Wyobraźcie sobie podziemne miasto, w którym produkuje się, przechowuje i sprzedaje wina. Ulice są szerokie, a korytarze tak długie, że niemożliwe jest poruszanie się bez samochodu. Miejsce, gdzie 80 metrów pod ziemią, usytuowana jest fabryka, a także pokoje gościnne i sale, w których obradują najbardziej znani na świecie politycy. Ten raj naprawdę istnieje – to mołdawska Cricova.

Wycieczka do tej podziemnej krainy kosztuje niemało, cena najtańszego biletu wynosi 250 lei mołdawskich, czyli ok. 65 zł. Do tego dochodzi  zorganizowanie transportu, jeżeli nie wybraliście się do Mołdawii własnym samochodem. Jednak pomimo dosyć wysokiego kosztu całej wyprawy, to obowiązkowy punkt zwiedzania, bowiem piwnice w Cricovej zachwycą każdego.

Wjazd samochodem do podziemi to pierwsza atrakcja wycieczki. Przemierzanie ulic, o nazwach zaczerpniętych z gatunków wina, np. Cabernet Street, Merlot Street czy Sauvignon Street, robi niesamowite wrażenie nawet na najbardziej wymagających turystach. W środku piwnic jest zimno, pamiętajcie o tym i weźcie coś na siebie, żeby nie zmarznąć w czasie godzinnej wycieczki (tyle czasu trwa podstawowe zwiedzanie obiektu). Przewodnik bardzo dobrze mówi po angielsku, choć z pewnością zwiedzanie dostępne jest również w języku rosyjskim i rumuńskim.

Podczas wycieczki zobaczycie, między innymi, halę, na której produkuje się wina musujące, z których słynie Cricova, długie piwnice, w których przechowywane są kolekcje win znanych osób, np. Putina czy patriarchy moskiewskiego – Kirilla (Cyryl I), a także ekskluzywne pokoje gościnne i sale, w których odbywają się czasem tajne spotkania polityczne albo przyjacielskie przyjęcia znanych osób, które często kończą się późno w nocy ;).  Przewodnik umila spacery po piwnicach opowieściami o produkcji wina, anegdotami i dosyć wyczerpująco odpowiada na pytania.

Ja brałam udział w zwiedzaniu połączonym z degustacją i nauką prawidłowego oceniania win, i naprawdę to polecam. Wszystko trwa oczywiście dużo dłużej, a poza tym jest to doskonała okazja do integracji z innymi członkami grupy. Pamiętajcie, że im większą ilość osób namówicie do zwiedzania, tym mniej zapłacicie za bilety wstępu. Na degustację składają się cztery mołdawskie wina (dwa białe i dwa czerwone) i poczęstunek. Do tego my otrzymaliśmy jeszcze możliwość spróbowania dwóch win musujących produkowanych na miejscu :). Próbowanie alkoholu, 50 metrów po ziemią, w sali urządzonej w stylu mołdawskiego domu („Casa Mare”), to niezapomniane przeżycie!

Więcej informacji o piwnicach wina w Cricovej na stronie: http://www.cricova.md/

Zapraszam również do obejrzenia galerii zdjęć – Cricova – Mołdawia

Zapomniane państwo – Mołdawia

Ilu z Was było już w Mołdawii albo się do niej wybiera? Zapewne niewielu. Bo to biedne, małe państwo, pewnie bardzo niebezpieczne i brzydkie. Czy tak myślicie? Ja też tak uważałam, do dnia, kiedy stanęłam stopami na mołdawskiej ziemi i przekonałam się, że rządzą nami stereotypy. Bardzo krzywdzące stereotypy.

Nie będę koloryzować, że Mołdawia to cudowna kraina mlekiem i miodem płynąca, ale uważam, że jest to kraj ciekawy. Biedny, ale za to bardzo urokliwy. Po przekroczeniu granicy (pamiętajcie o paszporcie, bo wyjeżdżacie z terenu UE!), poczujecie, że wjeżdżacie do innego świata. Czuć tu nadal rosyjskie wpływy, pozostałość po Mołdawskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej, które konkurują z historyczną nostalgią do Rumunii (duża część społeczeństwa, jeszcze w latach 90., gdy decydowała o niepodległości kraju, opowiadała się za integracją z tym państwem).

Językiem tu obowiązującym jest mołdawski, który tak naprawdę nie różni się niczym od rumuńskiego. Większość Mołdawian mówi biegle również po rosyjsku. Religią dominującą jest prawosławie, popularne również w sąsiadujących krajach, a oficjalną walutą – lej mołdawski (który swoją nazwę wziął od leja rumuńskiego, używanego wcześniej na terenie Mołdawii). Myślę, że teraz dla wszystkich jest już jasne jak duży wpływ na każdy kraj ma jego historia. 

Przygotujcie się na drobiazgową kontrolę na granicy (mogą Was pytać o różne rzeczy, np. czy macie ze sobą broń albo kim są wasi znajomi), a z pewnością przeskanują wasze rzeczy osobiste, plecaki, torebki, itp. Potem możecie już śmiało zacząć swoją mołdawską przygodę.

Ciężko Wam będzie zaopatrzyć się w leje mołdawskie w innych krajach, bo nie jest to waluta popularna. Jeden lej dzieli się na 100 bani i na tym podobieństwo do lejów rumuńskich się kończy. W Mołdawii po transformacji panowała wysoka inflacja, czego skutkiem są wysokie nominały banknotów, np. 500 lub 1000 MDL. Dla porównania 1 RON (lej rumuński) jest warty w przeliczeniu na złotówki – ok. 90 groszy, a 1 MDL – 0,27 PLN (2012r.). Oznacza to, że za chleb w Rumunii zapłacimy 2 RON, a w Mołdawii ok. 7 MDL.

Ważna informacja na koniec! W Mołdawii prawie nikt nie rozmawia po angielsku, więc jeżeli nie znacie rumuńskiego lub rosyjskiego, powinniście pomyśleć o rozmówkach albo znajomych, którzy mogą wam pomóc na miejscu.