Wyspa pełna niespodzianek – Rodos

Malownicza, zaskakująca, bardzo zróżnicowana. Taka jest grecka wyspa Rodos, która słynie, między innymi, jako miejsce budowy Kolosa Rodyjskiego – jednego z siedmiu cudów świata. Dzisiaj przedstawię jednak inny cud Rodos – Prasonisi.

Wycieczkę na półwysep Prasonisi zaplanowaliśmy na koniec wakacji na wyspie. To miała być krótka wyprawa w miejsce słynące jako centrum sportów wodnych, głównie windsurfingu i kitesurfingu. Nie spodziewaliśmy się za wiele. Pewnie nie będziemy mieli nawet co tam robić przez 4 godziny – myśleliśmy, ale byliśmy w błędzie. To właśnie najbardziej lubię w podróżach, niespodzianki, a Prasonisi okazało się największą z nich, zaraz po Salinie Turdzie w Rumunii.

Po wyjściu z autobusu i przejściu kilkunastu metrów naszym oczom ukazał się malowniczy widok. Na tle błękitnego nieba, w oddali, widniały ogromne wielobarwne latawce kitesurferów, a granica wody idealnie kontrastowała z dużą piaszczystą przestrzenią. Piękno to pierwszy atut tego miejsca, drugim jest jego usytuowanie. Latawce kitesurferów

Prasonisi leży na południowo-wschodnim krańcu wyspy. To półwysep, który oddziela Morze Egejskie od Morza Śródziemnego. Granica widoczna jest bardzo wyraźnie, ponieważ wody obu akwenów różnią się kolorem, dzięki czemu możecie na własne oczy zobaczyć jak oba morza do siebie wpadają!

Jednak nie był to koniec niespodzianek. Następne kryją się już na półwyspie, do którego droga wiedzie przez…morze. Niech nie zdziwi was widok turystów unoszących plecaki i buty wysoko nad sobą i stąpających powoli jeden za drugim przez wodę. Wy też powinniście do nich dołączyć. Jest to bezpieczne, pod warunkiem, że pogoda na wyspie jest dobra. W innym wypadku, nie należy ryzykować, ponieważ wody obu mórz podnoszą się i stanowią przeszkodę nie do przejścia. Nawet, jeżeli uda wam się dotrzeć na miejsce, możecie zostać tam uziemieni na jakiś czas.

W sezonie letnim taka niebezpieczna sytuacja raczej się nie zdarza, więc śmiało wyruszcie na półwysep. Oprócz ruin budynków i nagrobków ułożonych z kamieni, pośród wielu pagórków Prasonisi, odnajdziecie setki mini domków, które zbudowali turyści odwiedzający to miejsce. Niestety, nie udało mi się znaleźć informacji, skąd wziął się zwyczaj pozostawiania tak oryginalnych pamiątek na półwyspie, ale z pewnością trwa on już jakiś czas. My również postanowiliśmy zbudować swój mini domek, może komuś uda się go odnaleźć? :) Prasonisi - kamienny domek

Zanim odjechaliśmy z powrotem do hotelu, spędziliśmy jeszcze trochę czasu w wodzie. Wiatr, który wieje na Prasonisi jest bardzo silny i tworzy wysokie fale, co jest przyjemną odmianą w porównaniu do spokojnego morza otaczającego Rodos. Kąpiel na tym krańcu wyspy nie jest jednak do końca bezpieczna, ponieważ wszędzie pływają kitesurferzy, rozwijający naprawdę duże prędkości!

Uwaga! Sprawdźcie dokładnie, o której odjeżdża ostatni autobus, który dowiezie was w konkretną część wyspy i nie liczcie, że będzie on dostępny wieczorem! Nasz autobus wyruszał w ostatni kurs zaraz po godzinie 16.00.

  • http://www.wokoloswiata.blogspot.com Monika

    Byłam w wakacje na Rodos przez dwa tygodnie i mam mnóstwo przepięknych zdjęć. Wspaniała wyspa, wspaniałe wspomnienia. Ostatnio napisałam post z większością plaży na Rodos, bo całkiem sporo ich zwiedziłam. Na dwa dni wynajęliśmy samochód i to właśnie nim zwiedziliśmy wyspę. wspaniała przygoda 😉 Pozdrawiam i zapraszam również do mnie. M

    • Marta

      :) Dzięki, na pewno wejdę i poczytam. Sama też spędziłam na Rodos dwa tygodnie i nie zamierzam poprzestać na jednym artykule:) na pewno opiszę jeszcze Lindos, także zapraszam do dalszego odwiedzania! Również pozdrawiam, Marta

  • http://www.tofunapatyku.pl Pola

    Ja też uwielbiam podróżnicze niespodzianki. Raz mi się nawet zdarzyło, że w ciągu godziny miejsce „o boshe jak ja tu wytrzymam dwa dni” zmieniło się w miejsce „nie chcę stąd wyjeżdżać, nie chcę!” 😉

    • Marta

      A co to było za miejsce? :)

      • http://www.tofunapatyku.pl Pola

        Stolica Laosu, Vientiane. Przywitała mnie tak jakaś dziwna wieża po środku deptaku nad Mekongiem, nigdzie nikogo nie było i wyglądało to bardzo smutno. Kilka godzin później cały deptak tętnił życiem, dzieciaki się bawiły, starsi gadali zo sobą jakby się nie widzieli pół życia. I wokół tego wszystkiego była taka pozytywna energia, że wyjeżdżać już nie chciałam :)

  • Pingback: Seksowna strona Cypru - Podróże od kuchniPodróże od Kuchni()

  • http://www.epepa.eu epepa

    Mnie to miejsce też bardzo pozytywnie zaskoczyło. Cudownie było zobaczyć, jak dwa morza spotykają się i każde jest od siebie tak różne. Najbardziej podobało mi się na wysepce… Spędziliśmy tam dość sporo czasu i doszliśmy aż do latarni. Spokój tego miejsca to było coś, czego bardzo potrzebowałam po tygodniu spędzonym w mieście Rodos, które nawiasem mówiąc też bardzo mi się podobało, ale w nieco inny sposób :)