Spacer po parkach w Bukareszcie – część 2

Duże połacie zieleni to zdecydowanie jeden z największych atutów Bukaresztu. Zieleń miejska zajmuje ok. 10% powierzchni stolicy, czyli dokładnie 2275 ha. Prawie jedną trzecią tej powierzchni stanowią parki! To naprawdę duuuużo przyjaznej spacerom przestrzeni.

Obiecałam zamkniętą część parku Herăstrău, więc dotrzymuję słowa i zapraszam was na spacer po jednym z największych i najstarszych skansenów w Europie :)

Muzeum Wsi (Muzeul Naţional al Satului „Dimitrie Gusti”) zostało założone w 1936 r. i zajmuje pokaźną część (ponad 100 tys. m²) największego parku w Bukareszcie. Znajduje się tu ogromna kolekcja domów, obiektów gospodarczych i sakralnych, które zostały przeniesione z różnych części Rumunii i odrestaurowane lub odtworzone na podstawie tekstów źródłowych i planów. Zbiór stanowi bezcenny dorobek kulturowy, który pozwala turyście poznać zwyczaje i tradycje ludzi żyjących setki lat wcześniej.

Zrozumienie wielu aspektów ich codziennego życia przychodzi naturalnie, ponieważ śledzimy losy ludzkie w ich najbardziej prywatnym wymiarze, czyli domowych pieleszach. Trasa wycieczki prowadzi od najstarszych znanych ludziom obiektów zamieszkania, glinianek i lepianek, poprzez bardziej zaawansowane formy, domy drewniane, ceglane, aż po zaawansowane obiekty gospodarcze.

Wszystkie zabudowania można oglądać również od środka, choć nie w każdym odtworzono całkowicie historyczny wygląd izb. Prawdziwymi smaczkami są drewniana cerkiew z Timişeni z 1773 roku, na której ścianach widnieją jeszcze oryginalne freski, a także drewniana karuzela z XX wieku, łudząco przypominająca współczesne, metalowe konstrukcje z parków rozrywki.

Warto poświęcić tej atrakcji cały dzień! Koszt biletów to 10 RON – bilet normalny, 5 RON – posiadacze karty Euro 26 i 2,5 RON – studenci posiadający legitymacje rumuńskich uczelni.

Więcej informacji o skansenie znajdziecie tu: http://www.muzeul-satului.ro/index.php

Zobacz także: 

Spacer po parkach w Bukareszcie – część 1

Spacer po parkach w Bukareszcie – część 3

Ciemność, widzę ciemność – Dark Restaurant w Poznaniu

Dark Restaurant - sala jadalna ;)

Nie widzisz swoich własnych rąk, nie widzisz sali, w której siedzisz, a gdyby podmieniliby Twojego partnera, to sporo czasu zajęłoby, żebyś to zauważył. Boisz się czy może się skusisz na obiad w ciemnościach?

Ja się skusiłam i nie żałuję, choć idąc po omacku ciemnym korytarzem za kelnerką wyposażoną w noktowizor, wciąż nie byłam pewna, czy dobrze zrobiłam. Główny posiłek w restauracji poprzedzony jest rozmową z kelnerem, który każe wam wyłączyć telefony i zdjąć z siebie wszystko, co świeci, a następnie zapyta was o to, czego nie chcielibyście dostać na talerzu oraz na co jesteście uczuleni. Tak, zgadza się, w Dark Restaurant nie możecie wybrać sobie potraw z menu. To od szefa kuchni zależy, co dostaniecie tego dnia do jedzenia, wy możecie wybrać sobie tylko jeden z dostępnych zestawów:

  • Zestaw STANDARDOWY przystawka , danie główne (60 zł)
  • Zestaw STANDARDOWY przystawka, danie główne, deser (80 zł)
  • MOOD FOOD przystawka, danie główne i deser (120 zł) – potrawy z afrodyzjakami, poprawiające humor
  • BIZZARE FOOD przystawka, danie główne i deser (120 zł) – zestaw dla odważnych, gdy lubicie wszystko i jesteście otwarci na eksperymenty
  • VEGA Food przystawka, danie główne i deser (100 zł) – potrawy wegetariańskie i wegańskie

i ewentualnie domówić sobie dodatkowo płatne napoje. Gdy przejdziecie już przez wszystkie formalności, czas na ucztę.

Sala, w której je się po ciemku, znajduje się za dwoma, bardzo grubymi, kotarami. Spacer za kelnerką w ciemności wydaje się bardzo długi, choć zapewne tę odległość normalnie pokonalibyśmy w pół minuty. Gdy dotarliśmy do stolika, okazało się, że tak proste czynności jak zajęcie miejsca przy stole czy odnalezienie sztućców, są drogą przez mękę 😉 Nasza kelnerka zadbała jednak, byśmy czuli się jak najlepiej  i przychodziła co jakiś czas, by sprawdzić jak sobie radzimy w danej sytuacji.

Już po przyniesieniu przystawki, okazało się, że najwygodniej będzie nam jeść palcami. Człowiek, który nic nie widzi, intuicyjnie zastępuje oczy rękami. Poszukiwanie dania na talerzu, choć najpierw sprawia wiele trudności, po jakimś czasie, staje się dobrą zabawą. Odgadywanie smaków i badanie konsystencji poszczególnych elementów potraw staje się coraz przyjemniejsze z każdym kolejnym daniem. Zaczynamy się przyzwyczajać do ciemności, a nasze ciała nareszcie powoli wychodzą z odrętwienia. Efekt tego wszystkiego jest taki, że w połowie drugiego dania, przestajemy zachowywać się sztywno i czujemy się naprawdę dobrze, a przy deserze, zaczynamy już odreagowywać stres i wybuchamy salwami śmiechu.

Czas mija naprawdę szybko. Po skończonej kolacji, chcemy pozostać jeszcze chwilę w ciemności. Zupełnie przyzwyczailiśmy się do nowej sytuacji i zwlekamy jak najdłużej z powrotem do „normalnego” świata 😉 Niestety, czas posiłku w Dark Restaurant, z uwagi na dużą ilość gości, jest ograniczony do maksymalnie 2 godzin. Mniej więcej po tym czasie, kelnerka powoli wyprowadza nas do światła, które, choć przyciemnione, oślepia nas zupełnie.

Za chwilę wychodzi do nas Szef Kuchni i pyta co jedliśmy, a następnie dokładnie opisuje cały zestaw dań. Pozostaje nam jedynie zapłacić rachunek, co niestety nie należy do najprzyjemniejszych elementów całego wyjścia. Okazało się, że drinki, które domówiliśmy do dań, były bardzo drogie, co przy cenach zestawów sprawiło, że koszt takiej zabawy wyniósł nas bardzo dużo. Jednak niezależnie od ceny, polecam to miejsce, ponieważ jest zupełnie unikatowe.

Uwaga! Przed wyjściem do restauracji, koniecznie zarezerwujcie stolik! Pamiętajcie również, żeby nie łamać zasad tam panujących, ponieważ możecie zostać za to wyproszeni z sali.

Więcej informacji na stronie: http://www.darkrestaurant.pl/witamy.php

Niemiecki specjał – Wurst

Smaczna kiełbasa? To kiedyś był dla mnie oksymoron. Do czasu aż spróbowałam niemieckiego Wursta. Specjału prosto z Berlina.

Oczywiście Wursty nie są sprzedawane jedynie w stolicy Niemiec, ale to właśnie tutaj możecie się w nie zaopatrzyć prawie na każdym rogu! Ilością stoisk dorównują budkom z kebabami i innymi fast foodami, ale z pewnością są od nich popularniejsze, szczególnie wśród turystów. Nie zjeść Wursta w Niemczech, to jakby nie spróbować pierogów w Polsce, ciorby w Rumunii albo knedli w Czechach.

Cena Wursta nie jest wysoka. Waha się średnio od 2 do 3 EUR, ale może być wyższa. Gdy kiełbasa ta podawana jest, np. z sałatką ziemniaczaną (tzw. Kartoffelsalat), wtedy możecie zapłacić za pełne danie nawet do 10 EUR. Zwykle jednak podawana jest pojedynczo, z sosami i w bułce.

Możecie wybrać swoją ulubioną kiełbasę spośród kilku jej rodzajów. Bockwurst przypomina polskiego serdelka (podawana jest bez skóry), Bratwurst to kiełbaska pieczona (najczęściej cienka i długa), a Currywurst to kiełbasa, jak sama nazwa wskazuje, z dodatkiem przyprawy curry 😉

Ja zakochałam się w tej ostatniej, którą kupiłam na główniej ulicy Poczdamu w małej, niepozornej budce, którą poleciły mi mieszkanki. Uwaga! Ponieważ wybór miejsc, gdzie możecie zjeść Wursta jest ogromy, warto zapytać mieszkańców miasta, w którym się znajdujecie o najlepsze z nich.

Każdy sprzedawca ma swój sposób na przyrządzenie kiełbasek. Mogą być podawane w całości lub pokrojone, posypane curry lub polane sosem o tym smaku, w bułce lub bez. Do tego macie z reguły duży wybór sosów, np. pikantny, łagodny, mieszany i dodatków, pośród których moim faworytem jest pikantna cebula! Zatem, zanim kupicie Wursta, upewnijcie się, że sposób jego podania wam odpowiada, a potem już cieszcie się jego smakiem :) Gorąco polecam!

Transport w Berlinie

Ten artykuł został stworzony, żeby pomóc Wam poruszać się po stolicy Niemiec. Jedno jest pewnie, nikt z was nie powinien czuć się zagubiony po jego przeczytaniu :)

Po pierwsze, w Berlinie możecie poruszać się kilkoma środkami transportu: autobusami, tramwajami, szybką koleją miejską (S-bahn) i metrem (U-bahn). Oczywiście można również wsiąść w samochód z GPS-em, ale to łatwizna 😉

Na początku powinniście zaopatrzyć się w bilet. Możecie kupić go w kasach na większych stacjach przesiadkowych (obsługa powinna raczej mówić po angielsku) albo w  biletomatach, które ustawione są na wszystkich stacjach. Drugi sposób jest popularniejszy i bardzo prosty. Instrukcja obsługi automatu jest dostępna w kilku językach, w tym w polskim, angielskim i hiszpańskim. Należy zwrócić uwagę czy dany biletomat przyjmuje gotówkę, ponieważ w niektórych automatach możemy zapłacić tylko kartą.

Czas na wybór biletu. W Berlinie zniżki studenckie mają nieco inną formę niż w Polsce. Dostają oni bilety półroczne na transport w landzie, w którym studiują, w cenie opłaty za studia, co powoduje, że studenci z innych krajów (wyjątek – wymiany studenckie) nie mogą kupić biletów ze zniżką. Jedyna możliwość kupna tańszego biletu dotyczy dzieci do 14 roku życia. Pozostali muszą zakupić bilety normalne. 

Cena za jeden bilet normalny wynosi 2,40 EUR. Nie jest to, jak w Polsce, bilet jednorazowy. Możecie jeździć na nim 2h i się przesiadać, dodatkowo obowiązuje we wszystkich środkach transportu. Jeżeli jednak planujecie zwiedzać stolicę przez cały dzień, najbardziej opłaca się wam kupić bilet dzienny – 6,50 EUR, który jest ważny do 3.00 rano dnia następnego i upoważnia do korzystania z transportu bez ograniczeń.

Nie dajcie się nabrać na turystyczne karty (np. Berlin Welcome Card), które, co prawda, ważne są przez kilka dni i możecie dzięki nim skorzystać ze zniżek, ale po pierwsze wcale nie kosztują dużo taniej, a po drugie opłaca się je kupić dopiero, jeżeli wcześniej rozeznacie się, co chcecie zobaczyć i czy dają wam one zniżki akurat w tych miejscach.

Warto również wiedzieć, że w Berlinie obowiązują trzy strefy komunikacyjne – A, B i C. Dwie pierwsze obowiązują na terenie stolicy, a poza jej granicami rozciąga się ostatnia z nich. Jeżeli wybieracie się do Poczdamu, to musicie zakupić bilet trzystrefowy, najlepiej również dzienny (dopłata wynosi 0,50 EUR), ponieważ dzięki niemu możecie skorzystać z transportu w tym mieście.

Ciekawostka: Choć rozróżnia się S-bahn i U-bahn, nawet Niemcy nie widzą dużej różnicy w użytkowaniu obu linii. Jedna i druga kolejka mają stacje podziemne i nadziemne, i tworzą nierozłączny węzeł komunikacyjny. S-bahn ma tylko większy zasięg, ponieważ dojeżdża do stacji poza Berlinem.

Christmas Market w Berlinie

Jak co roku na ulicach Berlina budowane są świąteczne oazy, zwane Christmas Markets (niem. Weihnachtsmarkt). Miejsca te przyciągają turystów i samych berlińczyków, i stały się kolejną atrakcją turystyczną stolicy.

W Berlinie świętowanie Bożego Narodzenia rozpoczyna się w połowie listopada. Choć wystawy sklepowe przystrajane są dużo wcześniej, prawdziwe celebrowanie rozpoczyna się wraz z otwarciem Świątecznych Kiermaszów. W tym roku ruszają one oficjalnie 26 listopada, choć np. Potsdamer Platz Christmas Market działa już od tygodnia. Nie martwcie się, jeżeli nie możecie przyjechać do Berlina przed świętami, na uczestnictwo w świętowaniu macie czas do 31 grudnia. Kiermasze zostaną zamknięte w nocy, więc może jest to dobry pomysł na spędzenia Sylwestra?

Na świątecznych jarmarkach możecie zaopatrzyć się w tradycyjne niemieckie słodycze, wypić grzane wino (niem. Gluehwein), zjeść Würsta (niemiecka kiełbasa przyrządzana na wiele sposobów) albo zabawić się w bożonarodzeniowym Wesołym Miasteczku. Ceny są dosyć wysokie, ale przystępne, np. za jabłko w karmelu lub marcepan w czekoladzie zapłacicie około 2 EUR, owoce w czekoladzie (truskawki, jabłka, banany) mogą być nieco droższe, ok. 2,5 EUR, a kiełbasa i wino to koszt ok. 3 EUR. Można się tutaj zaopatrzyć również w rękodzieła i świąteczne gadżety.

Jarmarki bożonarodzeniowe najładniej wyglądają po zmierzchu, gdy włączane są wszystkie lampki ozdabiające drewniane domki. Wtedy można poczuć tu atmosferę świąt pachnącą aromatycznym grzanym winem i czekoladą. Podobne miejsca pojawiają się również w Polsce, np. w tym roku przed Pałacem Kultury i Nauki stanie Jarmark Warszawa.

Kiermasze świąteczne to rozrywka zarówno dla dorosłych jak i dzieci. To również sposób na spędzanie wolnego czasu, szczególnie w weekendy, gdy odbywają się tu koncerty, występy i przedstawienia.