Spacer po parkach w Bukareszcie – część 4 – Ogród Cişmigiu

Zachwyca różnorodnością, dbałością o szczegóły i tętni życiem. To zielone serce rumuńskiej stolicy i obowiązkowy punkt wycieczki po Bukareszcie. Mowa o Ogrodzie Cişmigiu, który latem odwiedzany jest przez kilka tysięcy turystów dziennie.

Zwiedzając samotnie i bez planu Bukareszt, natrafiłam na niego przypadkiem. Był ciepły marzec i w Rumunii już wszystko budziło się do życia. Zobaczyłam go z daleka, serce zabiło mi mocniej i skierowałam się w jego stronę. Tak wyglądał początek naszej znajomości.

Można to uczucie nazwać miłością od pierwszego wejrzenia. Urzekł mnie swoim pięknem. Ubrany gustownie i  bardzo zadbany, od razu mi się spodobał. Poznawałam go powoli, nie spiesząc się nigdzie i przyznaję szczerze, coraz częściej do niego wracałam.

Niestety, okazało się, że jest bardzo otwarty na nowe znajomości i nie tylko mnie zawrócił w głowie. Chętnie pokazywał wszystkie swoje atuty każdej napotkanej osobie i wszystkich zachwycał. Na szczęście w nocy był niedostępny. Zamykał swoje bramy po zapadnięciu zmroku i otwierał ponownie następnego dnia, z zapałem witając wszystkich odwiedzających.

Szykował się na ich przyjście bardzo długo. Wszędzie ustawiał donice i podlewał morze kwiatów, które posiadał. Przy wejściu postawił nawet zegar ułatwiający rozeznanie się w godzinach odwiedzin. Oferował wspólne spacery urokliwymi alejkami, wypady rowerowe, wyjścia na lody, pikniki, a nawet pływanie łódką po sztucznym stawie. Dbał bardzo o każdego gościa, choć bywało, że przyjmował za dużo osób.

Wszystkich w sobie rozkochiwał, ale nikogo nie porzucał. Pozwalał się zrelaksować i odpocząć, jednocześnie poprawiając humor. Chciałam zatrzymać go dla siebie, ale już zrozumiałam, że to niemożliwe. Zapamiętajcie więc na przyszłość jego imię – Cişmigiu (z języka tureckiego oznacza ono osobę dbającą o budowę i utrzymanie fontann)  i gdy będziecie zwiedzać Bukareszt, dajcie mu się zaprosić na niezobowiązujący spacer.

Rumunia – kraj kontrastów

Photo by Alicja Jasińska

Dowiedzieliście się już, jak dojechać do Bukaresztu i gdzie dobrze zjeść w stolicy Rumunii, czas na ogólną charakterystykę państwa.

Kontrasty – to słowo klucz, które powinniście zapamiętać. Rumunia to nie jest dziki kraj, jak się powszechnie sądzi, ale nie jest też w pełni cywilizowany. Obok ruin mogą stać luksusowe samochody, a dzielnice biedne i bogate odgradza zaledwie jedna ulica. Nigdzie indziej nie zobaczycie tak wielu opuszczonych budynków, które stoją na przemian z ekskluzywnymi restauracjami czy tylu bezdomnych psów, które śpią przed nowoczesnymi budynkami.

To kraj dla odkrywców, którzy lubią być zaskakiwani. Ciekawskich, którzy nie boją się przełamać stereotypów i cierpliwych, którzy wybaczą, gdy kelner przyjdzie do nich ze źle wystawionym rachunkiem po 40 minutach.

Nigdy nie wiadomo, co wam się przydarzy w Rumunii, ale jedno jest pewne, że będziecie zaskoczeni. Rumuni są bardzo przyjaźnie nastawieni do Polaków i pomocni, nawet jeżeli znają tylko swój ojczysty język. Osobiście, czułam się tam bardzo bezpiecznie (również nocą), choć nie zwalnia to z zachowania czujności.

Rumunia, a w szczególności Bukareszt, okazuje się rajem dla fanów motoryzacji. Jeżeli chcecie zobaczyć najlepsze samochody świata zaparkowane przy jednej ulicy, zapraszam na aleję Calea Dorobantilor w stolicy. Metropolia to również raj dla koneserów kobiecego piękna. Rumunki są bardzo zgrabne, dobrze ubrane i chętnie wkładają wysokie obcasy. Do tego, te które spotkałam były bystre, miłe i bardzo uczynne (jedna z nich poświęciła kilka dni i pomogła mi ze wszystkimi formalnościami na uniwersytecie).

Minusem i największym problemem kraju jest ogromna liczba bezdomnych psów. Stanowią one zagrożenie, szczególnie na północy Rumunii. W dużych miastach są one raczej potulne i na swój sposób udomowione, jednak w małych miasteczkach i wioskach bywają agresywne. Władze nie potrafią sobie poradzić z tym problemem od lat.

Smakowite punkty na mapie Bukaresztu, cz.3

Chętnym spróbowania naprawdę pysznego jedzenia w stolicy Rumunii, polecam trzy miejsca:

3)

Hanul Manuc – urok zajazdu i smak historii. To miejsce obowiązkowe dla turystów. Można tu spróbować dań kuchni rumuńskiej i libańskiej, a przy okazji oderwać się na chwilę od zatłoczonego Bukaresztu. Gdy mijamy bramę ze zdjęcia, trafiamy do krainy spokoju, starego zajazdu, który teraz pełni funkcję hotelu i restauracji.

Budynek jest podzielony na kilka części. W zależności od tego, co chcemy zjeść, tam zostaniemy pokierowani przez kelnera. Niestety zawęża to wybór miejsc, bo nagle okazuje się, że wybrany przez nas stolik należy do części z kuchnią rumuńską, a nie libańską, albo do kawiarni.

Warto się tu wybrać właśnie na dania z kuchni libańskiej. Myślę, że większości zasmakują robione tu ciężkie sosy, łączone z kwaśnymi warzywami. Choć nie brzmi to może najlepiej, smakuje zaskakująco dobrze i do tego ciekawie wygląda. Możemy zamówić tu również libańskie placki przypominające pizzę i surowe mięsa z dodatkami.

Ale najważniejszym elementem obiadu w Hanul Manuc jest lemoniada. Zamówicie ją w każdej części lokalu. Ten orzeźwiający napój to specjalność rumuńska i myślę, że śmiało mogę to stwierdzić, specjalność tej restauracji. Do wyboru macie kilka jej rodzajów, ale Manuc Limonada zachwyciła wszystkich moich znajomych. Podawana jest na miodzie, ale można poprosić o wersję z cukrem. Wygląda bardzo apetycznie, jest nalewana do szklanki do long drinków, ma zielony kolor, a na wierzchu pływa zmiksowana mięta.

Choć miejsce to jest popularne, nie ma potrzeby rezerwacji stolika. Ceny są dosyć wysokie, np. lemoniada kosztuje ok. 13zł, dania ok. 30zł, ale można wybrać coś tańszego. Minusem jest obsługa, kelnerzy bywają opryskliwi, ale pomimo tego, warto tam wpaść chociaż raz, bo jest to miejsce unikatowe.

Czytaj także:

Smakowite punkty na mapie Bukaresztu, cz. 1

Smakowite punkty na mapie Bukaresztu, cz. 2

Smakowite punkty na mapie Bukaresztu, cz.2

Chętnym spróbowania naprawdę pysznego jedzenia w stolicy Rumunii, polecam trzy miejsca:

2)

Photo by http://www.embassy-club.ro

The Embassy Club – restauracja z klasą. Położona niedaleko Piata Romana w Bukareszcie, popularnością nie odstępuje centralnie położonym restauracjom stolicy. Piękne wnętrza kuszą zarówno modnie ubranych licealistów jak i znajomych z pracy, czy pary. Nie ma właściwie reguły, możemy tu spotkać każdego.

Menu wydaje się skromne, ale po pierwszej wizycie, zrozumiecie, że kucharze The Embassy, to mistrzowie w swoim fachu. Nawet podawany tu hamburger jest dziełem sztuki smaku. Osobiście polecam makaron z łososiem, który mnie zachwycił i tiramisu fructe de padure, czyli z owocami leśnymi (UWAGA – duża porcja!). W lokalu robione są również: pizze, sałatki i dania mięsne. Warto spróbować świeżych koktajli, lemoniad i drinków, które latem robione są na oczach klientów, w barze przy tarasie.

Taras to bez wątpienia plus tego miejsca. Stoliki pod gołym niebem pomieszczą również większe grupy, a wystrój powinien zadowolić nawet wybredne gusta. Klasa tego miejsca tkwi w jego prostocie. Białe lampiony współgrają z sofami w tym samym kolorze, a elementami charakterystycznymi są kwadratowe sześciany z motywami flag państw, które służą za krzesła. Minusem jest obsługa, na którą czasem trzeba dłużej czekać, ale to chyba przypadłość restauracji w Rumunii.

Ceny w The Embassy są dosyć wysokie, ale w tym wypadku warto zapłacić więcej, bo dania są duże i bardzo smaczne. Alkohol jest zwykle w promocyjnych cenach lub dodawane są gratisy, np. gdy kupicie dwa drinki, trzeci dostaniecie za darmo.

UWAGA: To knajpa, do której, już od godziny 17.00, nie warto się wybierać bez rezerwacji!

Czytaj także:

Smakowite punkty na mapie Bukaresztu, cz. 1

Smakowite punkty na mapie Bukaresztu, cz. 3

Transport w Rumunii

Jeżeli nie posiadacie samochodu, to najlepszym środkiem transportu w tym państwie jest kolej. Zresztą, nawet, jeżeli jesteście szczęśliwymi posiadaczami auta, nie będziecie mogli w pełni cieszyć się z jego użycia na rumuńskich drogach. Jak pisałam już w poście o kontrastach Rumunii, drogi w tym państwie nie są pierwszej jakości, dodatkowo są bardzo kręte. Bywa, że zakręty mają 180 stopni.

Pociągi – Rumunię pokrywa bardzo gęsta sieć połączeń kolejowych. Căile Ferate Române (w skrócie CFR) to odpowiednik naszego PKP. Działa dosyć sprawnie, choć kilka rzeczy można tej spółce zarzucić, np. panie w kasach często nie mówią po angielsku i są niemiłe, pociągi się spóźniają, a w toaletach nie znajdziecie papieru toaletowego.

Autobusy – są wolniejsze, za to czasami dużo tańsze (szczególnie, jeżeli natrafimy na prywatne mniejsze busy). Ich standard zależy od trasy jaką pokonują, im dalsza, tym lepsze warunki. Gorzej jest z autobusami miejskimi, są bardzo stare i nigdzie nie można znaleźć rozkładu jazdy. Osoby korzystające z nich po raz pierwszy na pewno nie będą wiedziały jaką linię wybrać, bo hasła wyświetlające się z przodu autobusu nie wystarczą dla osoby, która nie zna miasta.

Taksówki – to największe dobrodziejstwo Rumunii. Za przejazd taksówką zapłacimy średnio 2 RON/km, czyli ok. 2 zł. Nie ma opłaty startowej i taryfy nocnej. Płacicie za tyle, ile przejedziecie. Należy jednak pamiętać, żeby oszuści zdarzają się wszędzie, a w Rumunii szczególnie koło Dworca Gara de Nord i lotniska Otopeni. Tam najlepiej zapytać o cenę, jeszcze zanim wsiądziecie do samochodu. Przykładowo za przejazd z centrum Bukaresztu na lotnisko powinniście zapłacić koło 25 RON, ale zdarza się, że turyści płacą nawet 30 EUR. Przejazd z centrum stolicy do akademików Grozavesti to koszt koło 7 RON.

W Bukareszcie i większych miastach można skorzystać z tramwajów, ale są one bardzo wolne. Rumuni odradzali mi tę przyjemność.

Za to w stolicy kursuje metro, które, choć już bardzo stare, działa bardzo sprawnie i co najważniejsze nie zaprzestano jego rozbudowy (w planach jest m.in. linia łącząca centrum z lotniskiem). Obecnie działają tam 4 nitki, w tym jedna oplatająca dookoła miasto i łącząca się z pozostałymi. Warto kupić przejazd na 10 jazd, czyli călători, jeżeli zostajemy w Bukareszcie na kilka dni (koszt – 20 RON). Za to osoby, które planują zostać w stolicy Rumunii długo, powinny zaopatrzyć się w bilet miesięczny (cena za bilet normalny – 70 RON za nieograniczoną liczbę przejazdów).

Zniżki – dostępne na wszystkie środki transportu dla studentów za okazaniem i tu UWAGA! legitymacji studenta (legitimatie de student pentru reducere transport) i czegoś na kształt naszego indeksu (carnet de student). Bez jednego z dokumentów zniżka nie zostanie przyznana, a wynosi ona 50% biletu!

Dodatkowo, jeżeli chcemy otrzymać zniżkę na pociągi, uczelnia powinna zaopatrzyć nas w Carnet Cupoane, czyli karnety na przejazdy, które przypominają kartki na mięso z czasów PRL, tylko w formie książeczki. Bez nich zniżka również obowiązuje, ale wynosi tylko 25%, z karnetami jest to 50%.

Można próbować zakupić również zniżkowy bilet grupowy lub użyć karty ISIC. Studenci z Rumunii mówili mi, że warto kupować bilety z wyprzedzeniem, bo ich cena jest niższa. Warto również pamiętać, że bilety weekendowe są droższe.

Czytaj także: 

Szlakiem smaków

Rumunia – kraj kontrastów

Rumunia – kraj warty odkrycia